Maluszek w drodze. Jak się przygotować?

pies

Całe szczęście, że ciąża trwa 9 miesięcy a nie dwa tygodnie. Myślę, że mimo, iż to się strasznie dłuży jest potrzebne dla obojga rodziców. Jest naprawdę masę czasu na to żeby się przygotować. I jak nie masz nic innego do roboty – to czytanie, warsztaty i rozmowy o życiu z maluszkiem są jedną z najprzyjemniejszych rzeczy.

Przed nami ostatnie 2 miesiące z groszami, żeby się oswoić z myślą że już nie: JA + ON + PIES ale jeszcze dochodzi około 4 kilogramowy bonusik, dookoła którego będzie się kręcił świat. W jaki sposób przygotować się do czegoś, do czego nie możesz się przygotować? Każdy ma swój sposób. Powiem Ci jak my to robimy i co jest dla nas ważne.

Po pierwsze od samego początku moje myślenie jest (być może okrutne) ale następujące: jakkolwiek by mu u nas było – pewnego dnia pójdzie w świat i zacznie żyć zupełnie po swojemu. To potrwa, bo upłynie ze 20 lat,  ale tak czy siak to nastąpi. Wobec czego muszę najbardziej na świecie dbać o tą relację, która jednak zostanie na zawsze. I jeśli będę się tego trzymać, to z korzyścią dla wszystkich. Nawet dla dziecia. I od początku ciąży intensywnie staram się o jak najwięcej rozmowy z moim TŻ. I to jest jedna z najważniejszych dla mnie rzeczy w przygotowaniu do dzidziuśka.

Drugą kwestią jest odpowiednia lektura. Nie każdy lubi czytać książki typu poradnik, ja uwielbiam i mogę się podzielić książkami, które rzucają światło na opiekę nad maluszkiem z różnej perspektywy.

Podstawą we wszystkich kwestiach technicznych związanych z ciążą jest „W oczekiwaniu na dziecko” Heidi Murkoff. Polecam dla wszystkich, którzy panikują na każdym kroku (tak jak ja). Jest tak obszerna, że jeśli masz jakiś problem to bardzo prawdopodobne, że znajdziesz tam wyjaśnienie i ukojenie. Ja oczywiście znalazłam takie, których tam nie było i upierałam się za każdym razem, żeby to sprawdzić u lekarza. Na wszelki wypadek.

Książką, którą bardzo przyjemnie mi się czytało i pozwoliło myśleć, że dzieć może i jest w centrum wszechświata ale wokół jeszcze krąży planeta w postaci mnie, bardzo ważna planeta, która musi się dobrze czuć, jest „Język niemowląt” Tracy Hogg. Jest to podejście dość spójne z tym co mi się „wydaje” odnośnie niemowlaczków. Zachęca do budowania cudownej relacji z pociechą już od pierwszych dni z dbałością o mamę i tatę. Nie ze wszystkimi treściami się zgadzam i zalecam czytać ją z ostrożnością. Dobra na sam początek – porządkuje myślenie.

„Nie tylko chusta” Mayim Bialik, poza ostatnimi rozdziałami, wzbudziła we mnie wewnętrzny sprzeciw. Moja intuicja podpowiada mi, że nie chcę nosić dziecia przy sobie 24h na dobę, ani nie chcę żeby załatwiało mi się na ręce. To maksymalne rodzicielstwo bliskości zbyt mnie przytłacza nawet w wyobraźni. Czułabym, że moje potrzeby są zupełnie nieważne. Przeczytałam od deski do deski i dopiero na końcu znalazłam coś dla siebie. Myślę jednak, że każdy do bycia rodzicem podchodzi zupełnie inaczej, a moje zdanie jest zupełnie subiektywne, więc jak najbardziej polecam i tę książkę.

To są trzy książki dotyczące maluszków, które mi najbardziej weszły w pamięć. Zamówiłam teraz „Dziecko z bliska” Agnieszki Stein, polskiej psycholog. Czytałam już trochę bloga z jej tekstami i uważam je za super wartościowe.  Może coś więcej o tym kiedyś napiszę. Oczywiście jest cała masa innych książek, które mogłabym tutaj zaprezentować, ale skupiam się na razie na tych maluszkowych. Wymienię jeszcze warte uwagi, które już mam za sobą. „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” Adele Faber, „Wychowanie bez nagród i kar” Alfie Kohn, „Umuzykalnianie niemowląt i małych dzieci” Edwin E. Gordon (zasługuje na osobny artykuł).

Odnośnie blogów. O tak, mam swoje dwa ulubione, z niecierpliwością czekam na każdy kolejny wpis.

mataja.pl – ciąża i rodzicielstwo oparte na dowodach naukowych

matkatylkojedna.pl – bilion świetnych pomysłów i inspiracji, wspaniałe macierzynstwo w praktyce

Kto ciekawy, niech zajrzy. Miło i przyjemnie.

Warsztaty. Do tej pory byliśmy na trzech wydarzeniach związanych z tematem. W tym szkoła rodzenia. Szkołę rodzenia polecam każdemu, przed nami ostatnie spotkanie. Do tej pory omówiliśmy kwestie porodu, wszystko wyłożone czarno na białym i duża dbałość o uświadomieniu roli taty przy tym wielkim acz bolesnym wydarzeniu. Na drugim spotkaniu wszystkie kwestie związane z połogiem, pierwszym doświadczeniem ze zmienianiem pieluch, laktacją itd. My chodzimy do „Misia Kuleczki” i jesteśmy naprawdę bardzo zadowoleni.

Wcześniej, nie znając innych alternatyw, pojechaliśmy na rekolekcje „Stajemy się rodzicami” i mimo, że jest to katolicka impreza a nam daleko do takowych, możemy polecić. Nie będę się wypowiadać w kwestiach religii, to nie ten blog, ale treści przekazywane przez prowadzących absolutnie wartościowe i zgodne z naszymi przekonaniami.

Ostatnim wydarzeniem (wczorajszym) były warsztaty „Będziemy mieli dziecko – czy damy radę” też organizowane przez „Misia”. Absolutny hit. Zgadzam się ze wszystkimi treściami, (trudno się  nie zgodzić, gdy myślą przewodnią jest szacunek dla drugiego człowieka bez względu na wiek), to jeszcze zbliżyło mnie to do praktyki. Wczułam się we wszystkie sytuacje i mocno je przeżyłam. Sprawdziłam siebie jak zareaguję, kiedy np. dziecko nie będzie chciało zapiąć się w foteliku.  Od razu też przemyślałam swoje reakcje względem dzieci w przedszkolu.

Anegdotka – przedszkole, w którym pracuję, jest dość rygorystyczne. Nie zgadzam się z metodami tam wprowadzonymi, ale nie mam prawa głosu z wielu przyczyn. Kiedy rozdaję dzieciom instrumenty zawsze jest bałagan i każdy coś chce. I Panie przedszkolanki oczywiście „uspokajają” dzieci. Te, które zachowują się najgłośniej i koniecznie coś chcą same wyjąć dostają karę – sadza się je na krzesełku, lub wyrywa dany instrument ze słowami „za takie zachowanie nie dostaniesz żadnego instrumentu”. Nie chcę w tej chwili tego oceniać, sami to zróbcie.

Stosując się zgodnie do zaleceń, jednocześnie próbując żyć w zgodzie ze sobą rozdawałam wszystkim instrumenty sama wybierając jakie bez prawa zmiany czy rezygnacji. Teraz znalazłam lepszy pomysł – wyciągam bębenek i pytam „kto chce bęben?” , potem trójkąt „kto chce trójkąt?” „kto chce janczary?” i tak dalej. Dzieci oswajają się z nazwami, do każdego ktoś się zgłasza. Decydują same o sobie, jednocześnie nie wskakując na mnie i nie przepychając się. Jednak ciężko mi to przeprowadzić do końca, bo w międzyczasie jakaś przedszkolanka już im te instrumenty zabiera. To się nazywa groteska.

Dziecko i pies. Powiem, że tu nam idzie najsłabiej i raczej myślimy, że jakoś to będzie. Zgodnie z losowymi radami przeczytanymi na losowych i nienaukowych stronach internetowych postawiliśmy już skręcone łóżeczko ażeby nasz pupil miał czas się oswoić z nowym meblem. Jeśli masz dla nas jakąś radę, co moglibyśmy jeszcze uczynić, to daj znać 🙂

Ostatnia sprawa, która jest dla nas na samym, samiusieńkim końcu to kwestia wyprawki. Mamy w kolekcji już trochę ciuszków, powoli opróżniamy komodę, która będzie przeznaczona na dzidzioubranka i inne akcesoria. Większość rzeczy dostajemy od znajomych. Mamy też listę ze szkoły rodzenia co będzie nam potrzebne na pierwsze chwile. Zaopatrzymy się w te rzeczy niebawem. Nic więcej o tym nie napiszę, bo te wszystkie rzeczy są naprawdę nieważne w porównaniu do kwestii przygotowania mentalnego.

Polecam poznać różne stanowiska i zbudować swoje zdanie. Ja się bardzo staram, bo znam siebie i wiem że mam tendencje do zbytniego zapalania się nowinkami, a tu się rozchodzi o jakość życia małej istotki, więc nie ma żartów.

Powodzenia!

 

2 Komentarze/y

  1. Wśród wszystkich fachowców ds.macierzyństwa zabrakło jednego,chyba znaczącego,a mianowicie jest jeszcze BABCIA 🙂

    • Muzykuj

      Marzec 4, 2017 at 6:06 pm

      Z całym szacunkiem do wszystkich babć świata – celowo nazywa się to macierzyństwo a nie babcierzyństwo, kochana babciu 🙂

Dodawanie komentarzy zabronione.

© 2017 Muzykuj

Theme by Anders NorenUp ↑