Arched columns in monastery chapel with stained glass windows

Jeśli nie jesteś muzykiem, to do niczego tego nie potrzebujesz. Przeczytaj sobie inne posty.

Natomiast jeśli jesteś muzykiem i nie ogarniasz skal modalnych, tu znajdziesz coś co może Ci pomóc. Wielu muzyków kształconych tylko i wyłącznie klasycznie ma z tym ogromne problemy. Wiem o tym. Jeśli interesuje Cię, jak ja się nauczyłam skal – studiowałam przez chwilę na jazzie i naprawdę MUSIAŁAM poświęcić na skale modalne setki godzin  W PRAKTYCE, czyli ucząc się improwizacji.

Problem w głównej mierze polega na tym, że skale te traktowane są po macoszemu. Biorąc pod uwagę to, że jednak ucząc się muzyki w szkole muzycznej, a potem na studiach, uczymy się jej caluśkiej, od starożytności (chociaż tu niewiele) poprzez renesans, romantyzm, aż do XX wieku (tu też ciut słabiej). Skale te wykształciły się w starożytności, żeby później rozkwitnąć w całej swojej okazałości ( i zmienić nazwę na „kościelne”) w średniowieczu i renesansie. W końcu, wiele wieków później, ich wykorzystanie odnaleźli muzycy grający jazz. Być może są osoby korzystające z tych skal w XX-wiecznej Europie, ale nigdy się tym nie interesowałam.

Śpiewanie skal modalnych pomoże nam rozszerzyć nasz muzyczny alfabet, zrozumieć starszą muzykę rozwinie nasz słuch i pozwoli być bardziej świadomym muzykiem i słuchaczem. Też na pytanie zadawane przez podopiecznego nie powiemy yyy… a będąc nauczycielem kształcenia słuchu bez problemu wyłożymy to uczniom i wyłapiemy każdy błąd.

Jeśli kiedykolwiek miałeś lekcję ze skal modalnych mogła wyglądać ona w ten sposób. Nauczyciel tłumaczy Ci, co to są skale modalne (kościelne) skąd się wywodzą i że potem ukochany system dur-moll i pięknie a teraz w praktyce to od każdego dźwięku na białych klawiszach masz odpowiednią skalę. Nie znoszę tłumaczenia w ten sposób. Skale modalne są przepiękne, każda ma swój niepowtarzalny charakter i to  jest wstrętne spłycanie tematu. Moim zdaniem mąci, gmatwa w głowie tylko i nic z tego nie wynika. Nazwy też mają piękne. Jak style w architekturze.

Skale, które potocznie nazwiemy durowymi, ponieważ tercja (III stopień) jest wielka:

SKALA JOŃSKA wygląda tak samo jak SKALA DUROWA. Łatwizna.

C  D  E  F  G  A  H  C

SKALA LIDYJSKA jak skala durowa tylko z podwyższonym IV stopniem.

C  D  E  F# G  A  H  C

SKALA MIKSOLIDYJSKA jak skala durowa tylko z obniżonym VII stopniem.

C  D  E  F  G  A  Bb C

Skale, które potocznie nazwiemy molowymi, ponieważ tercja (III stopień) jest mała:

SKALA EOLSKA wygląda tak samo jak skala moll naturalna.

C  D  Eb F G Ab Bb C

SKALA DORYCKA jak skala moll naturalna, ale z podwyższonym VI stopniem.

C  D  Eb F  G  A  Bb C

SKALA FRYGIJSKA jak skala moll naturalna ale z obniżonym II stopniem.

Ostatnia, najdziwniejsza skala, LOKRYCKA, jest rzadko spotykana w literaturze. Nie jest określona jako dur ani moll (mimo małej tercji) ponieważ ma poza drugim stopniem obniżoną kwintę. Brzmi raczej kwaśno. Na początek daj sobie z nią spokój. I tak podaję dźwięki.

C Db Eb F Gb Ab Bb C

Najlepszym sposobem na nauczenie się tych skal jest swobodna improwizacja głosem lub przy pianinie. I to nie wszystkie na raz. Jońską i eolską masz z głowy, bo dur i moll znasz. Na początek fajna jest miksolidyjska. Można nią ogrywać dominanty. Grasz sobie G7 na pianinku i improwizujesz po miksolidyjskiej. Dorycka też jest dobra na sam początek, ta podwyższona seksta bardzo osobliwie brzmi. Rozjaśnia cały ten smutny moll. Pasuje do akordu molowego (najlepiej z septymą małą).

Powodzenia!