i-zamel-dzwonek-szkolny-alarmowy-duzy-dns-212d-230v

Dziś będzie o czasie… o tym co go tak straszliwie marnujemy, czekając na lepszy czas.

Jestem przeciwniczką dzwonków w szkole. Absolutnie. Dźwięk dzwonka jest drażniący, ohydny i mówi nam o dwóch rzeczach. Albo jest to sygnał przerywający dotychczasowe zajęcie, nieważne czy nudne czy ciekawe, albo zapowiadający koniec oddechu dla naszych przegrzanych uczniowskich mózgów. O jak się cieszę, że na akademii muz. nie ma tego wstrętnego dźwięku.

W ogóle jak to możliwe, żeby taki szkolny dzwonek by obecny w szkole muzycznej? Przecież grając na instrumencie, śpiewając ćwiczenie uruchamiając nie tylko intelekt ale wkładając w to również emocje, czyli naszą bardzo wrażliwą sferę, nagle słyszymy ohydne drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrryn. Brzmienie dzwonka traktowałam jako coś normalnego. Teraz wiem, że diabeł tkwi w szczegółach i tak się po prostu nie robi. Taki dzwonek niszczy całe napięcie, dramatyzm, lub chwile ukojenia i spokoju w muzyce.

Ale dźwięk to jedno. Jak ścisłe godziny rozpoczynania i kończenia pewnych zajęć wpływają na nasze życie? Bardzo.

Pierwsze co mówi profesor na zajęciach to, że na początku wystarczy, że będę ćwiczyć 20 minut, później pół godziny, godzinę, no a w kolejnych klasach to już ze dwie. I mówi tak na pewno każdemu. I do jasnej ciasnej, ja tak też mówiłam uczniom. Ile mają ćwiczyć. Teraz wiem, że to błąd. Lekcja ma zawsze 45 minut. I obojętnie ile byś czasu nie potrzebował – tyle dostajesz. Nie tylko na instrumencie, ale każda lekcja. Indywidualne mają to do siebie na szczęście, że świadomy nauczyciel może czasem dostosować się do potrzeb ucznia.

A tu tyle zmiennych! Każdy z nas jest inny, potrzebuje inny czas na nauczenie się czegoś. Po drugie, każdy problem wymaga różnego czasu do przedstawienia go i pracy nad nim.

I przez to ćwiczymy na godziny, a nie na efekt. Dzieci bardzo często ćwiczą zupełnie bezmyślnie, bo nikt ich nie nauczył, że ćwiczą po coś, tylko, że ćwiczą, żeby ileś czasu zaliczyć. Odbębnić. To jest najłatwiejsze rozwiązanie, a ludzie lubią najłatwiejsze rozwiązania. Ale to jest tylko na pozór.

Gdyby się tak zagłębić w sprawę, nie patrzeć na zegarek, wystartować od teraz a nie od poniedziałku funkcjonowalibyśmy o wiele inaczej. Gdyby dzieciak miał do wyćwiczenia dwie strony osobno sonaty i Bacha, a nie godzinę do zaliczenia przy pianinie. Gdyby każdy rodzic siedział przy dziecku nie z zegarkiem a tak jak przy matematyce – aż do zrozumienia i nauczenia się. Jestem pewna, że byłyby lepsze postępy, lepsza jakość ćwiczenia.

W domu, jeśli rodzic chce, by dziecko zrozumiało matematykę, to z nim siedzi i tłumaczy. A w szkole matematyka trwa 45 minut.

W szkole dobry nauczyciel instrumentu pracuje nad problemem. W domu rodzic nastawia budzik.

To jest tak pokręcone, że mam tylko cichą nadzieję, że ktoś to zrozumie.

Co jeszcze powoduje dzwonek szkolny w naszym życiu? Nie mam na to żadnego dowodu ani badania, ale wydaje mi się, że dlatego zwlekamy z czymś, co moglibyśmy zrobić od razu. Ciągle czekamy na ten punkt startu. Pełną godzinę. Przecież czas, jaki znamy to wymysł człowieka. W naturze nie ma tak, że o 21 zawsze jest ciemno. Że jeśli na opakowaniu nasion pisze, że kwiaty będą kwitnąć w czerwcu to pierwszego czerwca o północy nagle wszystkie się otwierają na raz.

Dieta od poniedziałku.

Lekcje gitary od września.

Rzucanie palenia od Nowego Roku.

A może by lepsze życie zacząć od teraz?